
z daleka wszystko wydaje się takie proste, zwyczajne i poukładane.
nie chcemy podchodzić bliżej ze strachu przed prawdą.
i zmianami.
jednak muszę wziąć życie we własne ręce i walczyć o swoje szczęście.
nie czekać na lepsze czasy, tylko je przywołać - choćbym miała tańczyć w deszczu przez całą noc.
nie wiem skąd mam w sobie jeszcze siłę na walkę, przy tak przegranej pozycji.
nie wiem jakim cudem radzę sobie z codziennością,.
może dzięki wyłączaniu świadomości,
może dzięki własnemu tchórzostwu.
tak cholernie się boję.
jestem największą egocentryczką na świecie.
„Nigdy nam nie można zrezygnować z poszukiwania Miłości. Ten kto przestaje szukać przegrywa życie.”
znalazłam. a moje życie dalej jakby przegrane. gdzie tu sens.?
jest mi dziwnie, ciągle czegoś brakuje. nie zawsze, bo z Tobą jestem szczęśliwa. ale przychodzą chwile kiedy tak naprawdę nie wiem czego chcę. chwile zwątpienia we wszystko i wszystkich. muszę się jeszcze tyle nauczyć. najbardziej chciałabym umieć nie przejmować się pierdołami które niby nie mają znaczenia, a mnie wpędzają w depresję.
i nienawidzę swoich retrospekcji.
zaraz wróci do domu mój ojciec, a ja czuję jak poczucie bezpieczeństwa i swobody przeciekają mi przez palce. ciągłe obwinianie z powodu moich wyborów decydujących o moim życiu męczy mnie i przygnębia. nigdy nie wybaczę mu że tyle razy pozbawił mnie małych radości. a im, że pozbawili mnie pomocy nawet kiedy o nią prosiłam. nie ważne czy nie chcieli, czy nie wiedzieli co robić. nigdy nie pozbędę się żalu do tych ludzi o płytkich głowach i ciasnych duszach. i chyba nigdy nie osiągnę stanu świętego spokoju na dłużej. nie ważne co się dzieje, taka moja natura.
chciałabym założyć rodzinę, żeby sprawdzić czy naprawdę tak trudno kochać i rozumieć dzieci które idą własną drogą. czy można przestać kochać własne dziecko gdy spieprzy parę spraw?




przepraszam za publikowanie zdjęć bez zgody autorów. najwyżej pójdę siedzieć.